Ministerstwo przedstawia plan rekompensaty dla branży drzewnej. Ubytek drewna ma zostać zbilansowany przebudową drzewostanów
ejWyłączenie części tzw. najcenniejszych lasów z użytkowania ma oznaczać zmniejszenie podaży drewna o około 2,5 mln m³. Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło mechanizm, który ma zrekompensować ten ubytek i pozwolić utrzymać pozyskanie drewna na zbliżonym poziomie. Plan zakłada zwiększone pozyskanie dodatkowego surowca w ramach przyspieszonej przebudowy drzewostanów zagrożonych zamieraniem. Propozycja wywołała jednak pytania o to, z jakich terenów drewno będzie pozyskiwane i czy nie obejmie również lasów społecznych oraz ochronnych.
Temat pojawił się podczas posiedzenia sejmowej podkomisji stałej ds. wypracowania nowej krajowej strategii leśnej, poświęconego pracom nad Narodowym Programem Leśnym.
2,5 mln m³ mniej drewna – i plan rekompensaty
Podczas prezentacji Ministerstwo Klimatu i Środowiska przedstawiło założenie, zgodnie z którym wzmocnienie ochrony ekosystemów leśnych spowoduje zmniejszenie dostępnej na rynku ilości drewna o około 2,5 mln m³ rocznie.
Jednocześnie resort zaproponował mechanizm, który ma zbilansować ten ubytek.
Zakłada on pozyskanie dodatkowego surowca w ramach przyspieszonej przebudowy drzewostanów zagrożonych zamieraniem. W efekcie – zgodnie z prezentacją ministerstwa – całkowite pozyskanie drewna miałoby utrzymać się na poziomie 38–40 mln m³ rocznie, czyli zbliżonym do obecnego.
Pytania o lasy społeczne
Przedstawiona koncepcja wzbudziła jednak wątpliwości części uczestników posiedzenia. Wątpliwości dotyczyły przede wszystkim tego, czy dodatkowe pozyskanie drewna związane z przebudową drzewostanów będzie prowadzone także na terenach, które równocześnie mają pełnić funkcje społeczne i ochronne.
Leśnicy: potrzebne są analizy skutków
Do sposobu prowadzenia zmian krytycznie odniósł się również Tomasz Zagrobelny, zastępca przewodniczącego Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”. Jego zdaniem tak istotne decyzje powinny być poprzedzone analizami społecznymi i gospodarczymi.
– Takie rzeczy jak moratorium wprowadzane nagle – bez analiz społeczno-ekonomicznych, bez wcześniejszych konsultacji, a po przeprowadzeniu ich post factum ich wynik odrzucono – 80 tysięcy głosów wrzucono do kosza. Rezerwaty są tworzone bez brania pod uwagę głosu zarządców, samorządów i miejscowej ludności – mówił.
Przedstawiciel leśnej „Solidarności” podkreślił jednocześnie, że środowisko leśników nie sprzeciwia się mądrym zmianom w gospodarce leśnej, ale oczekuje ich stopniowego wdrażania.
– Nie znaczy to, że się nie zmieniamy i nie widzimy potrzeby zmian. Ale trzeba to robić ewolucyjnie, nie rewolucyjnie. Nie zgadzamy się na narzucanie zmian bez uwzględnienia głosu leśników – naukowców i praktyków. – zaznaczył.
Nowy element reformy budzi pytania branży
Przedstawiony przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska mechanizm rekompensaty jest jednym z nowych elementów prac nad Narodowym Programem Leśnym. Z zaprezentowanego modelu wynika, że resort zakłada utrzymanie pozyskania drewna na poziomie około 38–40 mln m³ rocznie, mimo planowanego rozszerzenia ochrony tzw. najcenniejszych ekosystemów leśnych.
Podczas posiedzenia podkomisji nie przedstawiono jednak szczegółowych zasad funkcjonowania tego rozwiązania. Nie wyjaśniono również, na jakich obszarach miałaby być prowadzona przyspieszona przebudowa drzewostanów ani jakie gatunki drzew miałyby stanowić źródło dodatkowego surowca. To właśnie te kwestie stały się przedmiotem licznych pytań zarówno ze strony organizacji społecznych, jak i przedstawicieli branży leśno-drzewnej.
Zdaniem Anny Święcickiej-Kujawiak, leśnika i byłego wieloletniego pracownika Lasów Państwowych zajmującej się gospodarką drewnem, obecnie związanej z branżą drzewną, sam bilans ilościowy nie wystarczy do oceny skutków proponowanych zmian.
– Pojawiają się podstawowe pytania: gdzie będzie prowadzona ta przebudowa i jakie drzewostany są brane pod uwagę? Czy uda się utrzymać dotychczasową strukturę gatunkową i sortymentową drewna dostarczanego na rynek? Zakład produkujący okleinę nie zastąpi wysokiej jakości drewna dębowego sosną pochodzącą z gruntów porolnych – podkreśla.
Jak dodaje, problemem jest nie tylko ilość, ale również lokalizacja oraz jakość pozyskiwanego surowca.
– Do niedawna zmiany w wielkości pozyskania mieściły się w bezpiecznym dla przedsiębiorstw marginesie. Obecnie obserwujemy dużą niestabilność podaży drewna. Powoduje ona przerwy w łańcuchach dostaw, wzrost cen oraz konieczność sprowadzania surowca z zagranicy, co zwiększa koszty transportu i rodzi pytania o rzeczywisty efekt środowiskowy takich działań – ocenia.
Ekspertka zwraca również uwagę na zmieniającą się strukturę pozyskania. Przypomina, że w 2021 roku pozyskano około 500 tys. m³ drewna dębowego wielkowymiarowego, podczas gdy w 2024 roku było to już około 310 tys. m³.
– Coraz więcej ograniczeń obejmuje drzewostany, które przez dziesięciolecia były pielęgnowane i dostarczające surowiec najwyższej jakości. Jednocześnie drewno pozyskiwane podczas przebudowy drzewostanów zagrożonych zamieraniem będzie częściej obarczone wadami wynikającymi z uszkodzeń przez owady i grzyby. To oznacza znacznie mniejsze możliwości jego wykorzystania w przemyśle – zaznacza.
Podobne wątpliwości zgłasza Tomasz Zagrobelny, zastępca przewodniczącego Krajowej Sekcji Pracowników Leśnictwa NSZZ „Solidarność”. Jego zdaniem przedstawiony przez resort model ma charakter deklaratywny i nie został poparty analizami.
– Założenie, że ubytek drewna wynikający z ograniczania gospodarki leśnej zostanie zrekompensowany surowcem pozyskanym w ramach przyspieszonej przebudowy drzewostanów, jest bardzo życzeniowym podejściem. Dziś nie sposób określić, jaką powierzchnię obejmą takie przebudowy, kiedy zostaną przeprowadzone i ile drewna faktycznie uda się pozyskać – mówi.
Jak dodaje, szczególne obawy budzi przyszła struktura gatunkowa surowca.
– Wydaje się niemal pewne, że znacząco zmniejszy się udział drewna liściastego. Drewno pozyskiwane podczas przebudowy, najczęściej iglaste, nie zastąpi w wielu zastosowaniach wysokiej jakości drewna liściastego. To może oznaczać poważne problemy dla wyspecjalizowanych zakładów przemysłu drzewnego – podsumowuje Zagrobelny.
Koszta poniesiemy wszyscy
Eksperci zwracają również uwagę, że skutki proponowanych zmian mogą odczuć nie tylko przedsiębiorcy z branży drzewnej, ale również konsumenci.
Mniejsza podaż drewna przy utrzymującym się popycie oznacza bowiem presję na wzrost cen surowca. To z kolei przekłada się na wyższe koszty produkcji w tartakach, zakładach meblarskich czy firmach wykorzystujących drewno jako podstawowy materiał.
– Jeżeli na rynku będzie mniej drewna odpowiedniej jakości, jego cena będzie rosła. Ostatecznie zapłaci za to nie tylko przemysł, ale przede wszystkim zwykły obywatel. Droższe stanie się wszystko – od materiałów budowlanych, przez stolarkę okienną i podłogi, po meble – wskazują przedstawiciele branży.
Dobrym przykładem jest produkcja krzesła. Jeżeli producent musi kupić drewno o 20–30 proc. drożej lub sprowadzać je z odległych regionów Polski czy z zagranicy, wzrastają zarówno koszty zakupu surowca, jak i transportu. W efekcie droższe staje się gotowe krzesło, za które zapłaci klient w sklepie. Zdaniem przedstawicieli branży podobny mechanizm dotyczy całego rynku wyrobów z drewna – od papieru, przez proste meble, po elementy wykorzystywane w budownictwie.